ilustracja strony artykuł

Czytelnia...

Nie tylko wyciszenie, czyli kilka słów o medytacji

Jednym z najczęstszych skojarzeń, jakie przychodzą nam do głowy, gdy słyszymy słowo „medytacja”, jest siedzenie z zamkniętymi oczami, święty spokój dookoła i najlepiej całkowity brak myśli w głowie. Spróbujmy odłożyć na razie ten obraz na bok i przyjrzyjmy się sprawie dokładniej.

Sylwetka człowieka połączona z pejzażem spokojnej wody i wzburzonych fal

Obecnie słowo „medytacja” bywa używane bardzo szeroko. Dla jednych oznacza relaks, innym razem ćwiczenia oddechowe, praktykę duchową, uważność, a czasem po prostu chwilę zamyślenia. Taka pojemność ma swoją cenę, bo kiedy jedno słowo znaczy prawie wszystko, zaczyna znaczyć niewiele. Trudno wtedy sensownie rozmawiać o praktyce, a jeszcze trudniej porównywać wyniki prowadzonych tu i ówdzie badań.

W przypadku naszych rozważań zdefiniujemy więc medytację nieco ściślej i bardziej użytecznie. Nie jako szczególny stan, który czasem przydarza się sam z siebie, ale jako intencjonalną praktykę. Chodzi o specyficzne ćwiczenie umysłu, w którym mamy określoną instrukcję, co robić. Wiemy, na co kierujemy uwagę, co robimy, gdy pojawia się rozproszenie, i w jaki sposób wracamy do przyjętej metody. Najprościej mówiąc, nie jest to coś, co po prostu zachodzi samo, lecz świadoma praca z umysłem. Na potrzeby tych rozważań przyjrzymy się temu w trzech obszarach: czym medytacja jest, czym nie jest i jak współcześnie próbuje się ją badać.

Patrząc z tej perspektywy, medytacja nie jest jedną techniką, lecz całą rodziną praktyk. Są metody, które polegają na utrzymywaniu uwagi na jednym obiekcie, na przykład na oddechu, dźwięku albo doznaniu w ciele. Inne uczą otwartej obserwacji tego, co właśnie się pojawia: myśli, emocji, napięć i wrażeń zmysłowych. Niektóre praktyki łączą oba te sposoby pracy albo nie dają się jednoznacznie przypisać do żadnego z nich. Różne metody mogą angażować uwagę i świadomość na odmienne sposoby oraz prowadzić do innych doświadczeń. Wspólny rdzeń pozostaje jednak podobny. Jest nim intencjonalny trening uwagi i świadomości.

Schemat różnych sposobów pracy z uwagą i świadomością podczas medytacji

Sama historia medytacji jest przy tym znacznie dłuższa i bardziej złożona, niż pokazuje nam to współczesny obraz. Nie jest to jeden wynalazek, który ktoś kiedyś stworzył i przekazał dalej w niezmienionej postaci. Różne formy praktyk kontemplacyjnych rozwijały się przez stulecia niezależnie w wielu tradycjach religijnych i filozoficznych, były łączone z modlitwą, rytuałem, pracą z oddechem, pracą z ciałem, a czasem z bardzo ścisłą dyscypliną życia. Dopiero współczesność, ze swoją potrzebą szybkich definicji i prostych etykiet, zaczęła mówić o tym wszystkim jednym słowem i wrzucać bardzo różne systemy do jednego worka.

Sama medytacja nie jest również wyłącznie wynalazkiem „wschodnim”. Obecnie często ustawia się ją w kontraście do Zachodu, jakby była czymś całkowicie zewnętrznym wobec jego tradycji. Świat zachodni odkrywał medytację na nowo głównie przez Indie, Chiny, Japonię i tradycje buddyjskie. Nie oznacza to jednak, że podobnych praktyk nie było gdzie indziej. Formy kontemplacji rozwijały się także w judaizmie, chrześcijaństwie i islamie, choć miały odmienne cele i znaczenia. Nie były tym samym, ale można w nich dostrzec pewne podobieństwo w kierunku pracy nad uwagą i obecnością. W naszych czasach osobnym rozdziałem stała się jeszcze świecka uważność, która weszła do psychologii, medycyny i edukacji. To także zmieniło sposób, w jaki dziś myślimy o medytacji.

Czym medytacja nie jest

Osoba medytująca na tle okręgu enso, symbolizującego skupienie i obecność

Zanim zrozumiemy, czym medytacja jest, najpierw warto uporządkować kilka nieporozumień. Medytacja nie jest po prostu relaksem. Relaks podczas praktyki może się pojawić i bardzo często się pojawia, ale nie on stanowi jej istotę. To trochę tak, jak z dobrze wykonanym rozciąganiem. Uczucie ulgi, które się pojawia, jest ważne, ale nie wyczerpuje całego sensu ćwiczenia. Podobnie podczas medytacji spokój często pojawia się jako ważny efekt praktyki, ale nie wyczerpuje jej sensu ani definicji.

Medytacja nie oznacza też wyłączenia głowy. Myśli pojawiają się nadal, bo taki już jest nasz umysł. Rzecz nie polega na tym, żeby je siłą uciszyć, tylko żeby zmienić relację do nich. Walka z myślami prowadzi zwykle do wzrostu napięcia, zarówno w umyśle, jak i w ciele. Zamiast podążać za każdą myślą, uczymy się zauważać, że oto właśnie pojawiła się myśl, emocja albo impuls. Sam sposób dalszej pracy zależy już od metody, ale wspólny punkt pozostaje ten sam: rozpoznajemy rozproszenie i wracamy do przyjętej instrukcji praktyki.

Nie jest medytacją także bierne odpływanie w skojarzeniach i bujanie w obłokach. Każdemu z nas zdarza się patrzeć przez okno i po chwili nie wiedzieć już, gdzie właściwie byliśmy myślami. Taki stan może być przyjemny, czasem nawet potrzebny, ale nie ma jeszcze wiele wspólnego z treningiem. W medytacji mamy konkretną metodę, rozpoznajemy, że uwaga się zgubiła i wracamy do praktyki. To właśnie ten moment uświadomienia sobie „o, odpłynęliśmy” jest jednym z najważniejszych elementów całej praktyki.

Medytacji nie należy też mylić ze snem albo z dryfowaniem w stronę snu. Jeżeli praktyka konsekwentnie kończy się tym, że tracimy świadomość, odpływamy w marzenia i po chwili budzimy się z lekkim szarpnięciem głowy, to najprawdopodobniej organizm domaga się po prostu odpoczynku. Na szczęście i z tego można się czegoś nauczyć, możemy bowiem dostrzec, w jakim stanie jest nasze ciało. Nie każda chwila jest odpowiednia do medytacji.

Osoba medytująca otoczona symbolicznymi światłami i motywem lotosu

Medytacji nie powinno się też definiować przez samo wystąpienie mocnego przeżycia. Poczucie jedności, pustki, rozszerzenia, ciepła, błogości czy przeciwnie, trudności i lęku, może się pojawić w bardzo różnych kontekstach. O tym, że mamy do czynienia z medytacją, nie decyduje więc niezwykłość przeżycia, tylko powtarzalna metoda, która do niego prowadzi albo go porządkuje.

Jak się to współcześnie bada

Współczesna nauka próbuje medytację mierzyć na wiele sposobów, ale bardzo szybko okazuje się, że nie istnieje jeden prosty wskaźnik, który rozwiązuje sprawę. Najbardziej znane są chyba badania EEG, czyli zapisu aktywności elektrycznej mózgu. Często mówi się wtedy o falach mózgowych, jakby dla medytacji istniała jedna charakterystyczna częstotliwość. Niestety, a może raczej na szczęście, sprawa jest bardziej złożona.

Ilustracja metod naukowego badania medytacji, mózgu, serca i sygnałów fizjologicznych

Różne techniki mogą dawać różne wzorce aktywności. Innego rodzaju pracy wymaga utrzymywanie uwagi na jednym obiekcie, innego otwarta obserwacja, a jeszcze innego praktyka połączona z ruchem, oddechem, recytacją czy wyobrażeniem. Nawet tak pozornie drobne rzeczy jak oczy otwarte lub zamknięte, sposób oddychania, pozycja ciała albo obecność wokalizacji potrafią zmienić wynik badania. Nie ma więc jednej fali mózgowej medytacji. Są raczej różne ślady będące efektem różnych zastosowanych metod.

I tu pojawia się ważne rozróżnienie. Czym innym jest mechanika metody, czyli co dzieje się w trakcie praktyki, a czym innym stan, który pojawia się jako skutek praktyki. EEG może pokazywać jedno i drugie, ale łatwo te obserwacje i wyniki badań pomieszać. Kiedy więc ktoś mówi, że dane pasmo jest dowodem na medytację, warto zachować ostrożność. Sam sygnał bez precyzyjnego opisu praktyki mówi niewiele.

Poza EEG bada się także inne markery, takie jak tętno, zmienność rytmu serca (HRV), oddech, przewodnictwo skóry, napięcie mięśni, ruchy gałek ocznych, a czasem również aktywność mózgu metodą MEG, czy też metodami obrazowymi, jak fMRI. Można też oznaczać niektóre hormony i biomarkery związane ze stresem. Szczególnie dużo uwagi poświęca się obecnie dwóm obszarom: regulacji autonomicznego układu nerwowego związanej między innymi z nerwem błędnym oraz zmianom w sposobie działania dużych sieci mózgu, zwłaszcza tak zwanej sieci trybu domyślnego. To wszystko bywa użyteczne, ale każdy z tych pomiarów ma swoje ograniczenia. Tętno zależy nie tylko od praktyki, lecz także od snu, zmęczenia, kolejnej wypitej kawy czy infekcji. Podobnie z oddechem, kortyzolem i wieloma innymi wskaźnikami. Nauka lubi liczby, ale liczby także trzeba umieć czytać.

Jednym z częściej badanych obszarów jest wpływ medytacji na autonomiczny układ nerwowy, zwłaszcza na regulację związaną z nerwem błędnym. Podczas części praktyk oddech zwalnia i staje się bardziej regularny, co może chwilowo zmieniać przywspółczulną regulację pracy serca. Proces ten bada się między innymi za pomocą zmienności rytmu serca, czyli HRV. Nie jest to jednak bezpośredni pomiar aktywności nerwu błędnego, ponieważ wynik zależy również od sposobu oddychania, pozycji ciała, wieku i kondycji. Dotychczasowe badania nie potwierdzają też jednoznacznie, że medytacja trwale zwiększa spoczynkowe HRV. Popularne stwierdzenie, że praktyka po prostu wzmacnia nerw błędny, jest więc zbyt dużym uproszczeniem.

Innym obszarem badań jest sieć trybu domyślnego mózgu, nazywana DMN. Uczestniczy ona między innymi we wspominaniu, planowaniu, myśleniu o sobie i swobodnym błądzeniu myśli. Nie jest to sieć rozproszenia, którą należy wyłączyć. W części badań u osób doświadczonych w medytacji obserwowano zmiany jej aktywności oraz współpracy z sieciami związanymi z kierowaniem uwagi. Może to oznaczać nie tyle wyłączenie myślenia, ile sprawniejsze rozpoznawanie momentu rozproszenia i powracanie do bieżącego doświadczenia. Wyniki te są interesujące, ale zależą od rodzaju praktyki i nie pozwalają jeszcze wskazać jednego uniwersalnego mechanizmu działania medytacji.

W badaniach klinicznych sprawa wygląda jeszcze inaczej. Tam często nie mierzy się już samego stanu w trakcie sesji, tylko efekt praktyki po tygodniach lub miesiącach. Zamiast sygnału z mózgu pojawiają się skale objawów, porównania przed i po, ocena funkcjonowania, jakości snu czy poziomu lęku. To także są ważne dane, ale odpowiadają na inne pytania.

Nie należy lekceważyć opisów jakościowych: wywiadów, relacji praktykujących, opisów trudności i działań niepożądanych. Tego rodzaju materiał bywa mniej efektowny niż kolorowy obraz mózgu, ale często mówi więcej o tym, co rzeczywiście wydarza się podczas praktyki. Czasem najcenniejszą informacją nie jest to, jaki sygnał pojawił się na wykresie, tylko to, jak dana metoda działała na konkretnego człowieka, w jakim kontekście i jakim kosztem. Choć medytacja jest na ogół uznawana za praktykę bezpieczną, u części praktykujących mogą pojawiać się trudne doświadczenia, od przemijającego lęku po bardziej niepokojące stany, dlatego dobór metody, intensywność praktyki i kontekst mają realne znaczenie.

Co z tego wszystkiego wynika? Przede wszystkim to, że medytacja nie jest ani magicznym przyciskiem, który służy do wyciszania, ani jednym zjawiskiem, które da się łatwo zamknąć w prostym wzorze. Jest praktyką. Im dokładniej wiemy, co podczas niej robimy, tym lepiej rozumiemy zarówno jej sens, jak i jej skutki.

Osoba medytująca nad spokojnym jeziorem w górskim krajobrazie

W przypadku praktyki tàijíquán (太极拳) sprawa robi się jeszcze ciekawsza, bo medytacja wcale nie musi oznaczać siedzenia bez ruchu. Może być obecna w staniu, jak w zhàn zhuāng (站桩), może być obecna w prostym ruchu, w pracy z oddechem, w sposobie kierowania uwagi do różnych części ciała i w zdolności wychwycenia nadmiernego napięcia. Wtedy medytacja przestaje być osobnym ćwiczeniem mentalnym, a staje się sposobem praktyki. Mniej automatycznym, bardziej świadomym.

Na koniec jeszcze jedna ważna rzecz. Dobrze prowadzona praktyka medytacyjna nie oddziela nas od rzeczywistości, tylko pozwala wejść z nią w bardziej bezpośredni kontakt.

Ale to już zupełnie inna opowieść.

Jeśli chcesz wejść w ten temat głębiej i zobaczyć, jak medytację opisują badacze z różnych perspektyw, poniżej znajdziesz kilka prac, na których opiera się ten artykuł.

Bibliografia

Brewer, Judson A., Patrick D. Worhunsky, Jeremy R. Gray, Yi-Yuan Tang, Jochen Weber, and Hedy Kober. “Meditation Experience Is Associated with Differences in Default Mode Network Activity and Connectivity.” Proceedings of the National Academy of Sciences 108, no. 50 (2011): 20254–20259. https://doi.org/10.1073/pnas.1112029108.

Brown, Lydia, Alora A. Rando, Kristina Eichel, Nicholas T. Van Dam, Christopher M. Celano, Jeff C. Huffman, and Meg E. Morris. “The Effects of Mindfulness and Meditation on Vagally Mediated Heart Rate Variability: A Meta-Analysis.” Psychosomatic Medicine 83, no. 6 (2021): 631–640. https://doi.org/10.1097/PSY.0000000000000900.

Gerritsen, Roderik J. S., and Guido P. H. Band. “Breath of Life: The Respiratory Vagal Stimulation Model of Contemplative Activity.” Frontiers in Human Neuroscience 12 (2018): 397. https://doi.org/10.3389/fnhum.2018.00397.

Lewis, David J., and Deborah Rozelle. “Mindfulness-Based Interventions: Clinical Psychology, Buddhadharma, or Both? A Wisdom Perspective.” In Handbook of Mindfulness: Culture, Context, and Social Engagement, edited by Ronald E. Purser, David Forbes, and Adam Burke, 243–268. Cham: Springer International Publishing, 2016. https://doi.org/10.1007/978-3-319-44019-4_17.

Lindahl, Jared R., Roman Palitsky, David J. Cooper, and Willoughby B. Britton. “The Roles and Impacts of Worldviews in the Context of Meditation-Related Challenges.” Transcultural Psychiatry 60, no. 4 (August 2023): 637–650. https://doi.org/10.1177/13634615221128679.

Nash, Joshua D., Andrew B. Newberg, and Bhuvanesh Awasthi. “Toward a Unifying Taxonomy and Definition for Meditation.” Frontiers in Psychology 4 (2013): 806. https://doi.org/10.3389/fpsyg.2013.00806.

Rahrig, Hadley, David R. Vago, Matthew A. Passarelli, Allison Auten, Nicholas A. Lynn, and Kirk Warren Brown. “Meta-Analytic Evidence That Mindfulness Training Alters Resting State Default Mode Network Connectivity.” Scientific Reports 12 (2022): 12260. https://doi.org/10.1038/s41598-022-15195-6.

Travis, Frederick, and Jonathan Shear. “Focused Attention, Open Monitoring and Automatic Self-Transcending: Categories to Organize Meditations from Vedic, Buddhist and Chinese Traditions.” Consciousness and Cognition 19, no. 4 (2010): 1110–1118. https://doi.org/10.1016/j.concog.2010.01.007.

Wahbeh, Helané, Amira Sagher, Wallis Back, Pooja Pundhir, and Frederick Travis. “A Systematic Review of Transcendent States Across Meditation and Contemplative Traditions.” Explore: The Journal of Science and Healing 14, no. 1 (2018): 19–35. https://doi.org/10.1016/j.explore.2017.07.007.

Marcin Zarek, 23.03.2026

Jeżeli po przeczytaniu tekstu masz jakieś pytania, napisz do mnie na adres: chen@taichinawoli.pl.

Jeżeli podobał ci się ten tekst, podziel się nim ze znajomym, wysyłając mu ten link, lub udostępniając na FB.

Powrót do Czytelni